Sinead Boucher, dyrektor generalna największego nowozelandzkiego medium internetowego (Stuff) zrobiła rzecz, o której nieliczni marzą, wielu myśli, a rzeszy kolejnych osób nawet przez myśl to nie przechodzi - zlikwidowała fanpage kierowanego przez siebie medium.
Losy Sinead i Stuffa
Historia Stuffa jest bardzo interesująca, a szczególnie ciekawie zrobiło się w ostatnich latach za sprawą decyzji podjętych przez Sinead Boucher. Przytoczyła je w skrócie Caithlin Mercer z Reuter Institute for the Study of Journalism.
Po czterech latach pracy na stanowisku redaktora naczelnego, w sierpniu 2017 roku została mianowana dyrektorem generalnym Stuffa, a w maju ubiegłego roku wynegocjowała zakup tego medium od australijskich właścicieli (Nine Entertainment) za 1 dolara. W kwietniu 2020 roku, poprosiła pracowników o dobrowolne obniżenie wynagrodzenia o 15%, aby pomóc firmie w przejściu spowolnienia gospodarczego związanego z COVID-19. Sama obniżyła swoje o 40%.
Pożegnanie z Facebookiem i Instagramem
W lipcu 2020 roku Sinead zdecydowała, że Stuff przestanie istnieć na Facebooku oraz Instagramie. Medium rozstało się z ponad milionem obserwujących. W artykule RISJ wyszczególniono cztery punkty krytyczne związane z podjętą decyzją oraz jej konsekwencje.
- Ograniczenie promocji artykułów w tych kanałach po ataku terrorystycznym na meczet w Christchurch (2019 rok).
- Spadek ruchu na stronie internetowej był niewielki.
- Pytanie, w jakim stopniu dziennikarstwo Stuffa dociera do ich społeczności korzystającej z mediów społecznościowych.
- Wzrost zaufania i finansowania względem projektu Our Truth (projekt badający historię rasizmu).
Wnioski
Nasuwają się dwa. A przynajmniej dwa niezwykle ważne formułuje Sinead Boucher. Pierwszy to zachęta dla innych mediów, aby wybrały podobną drogę, bo niesie ona sporo korzyści, pozwala się bardziej skupić na projekcie dziennikarskim, a dodatkowo (w przypadku Stuffa) nie miała większego wpływu na ruch.
Druga kwestia - równie istotna - to znalezienie odpowiedzi na pytanie, co z odbiorcami pozostawionymi na Facebooku. Do kogo trafią? Czy nie stracą na tym dziennikarsko? W erze fake newsów i dziennikarstwa niskiej jakości to ważne pytanie.