Nie ma tygodnia, abyśmy nie słyszeli o rychłym upadku Twittera/X. W pewnych aspektach można doszukiwać się takich przesłanek. Pytanie na ile są one wiarygodne. Ja natomiast częściej przypatruję się temu serwisowi pod kątem przydatności dla branży mediów.
Wiele zmieniło się na tej platformie odkąd w październiku 2022 roku jego właścicielem został Elon Musk. Coraz częściej uważam, że serwis nie zmierza we właściwym kierunku i tu zaczyna się największa bolączka. Z jednej strony chciałoby się uciec, ale nie ma dokąd. Thread w Unii Europejskiej ma pewne problemy natury - nazwijmy to - formalno-prawnej (choć do niego jeszcze wrócimy).
Jest też Mastodon tłumnie odwiedzany przez część dotychczasowych użytkowników Twittera. Niektórzy przenieśli się tam na stałe, inni dzielą uwagę pomiędzy X a Mastodona. Bluesky - serwis tworzony przez Jacka Dorseya (współzałożyciel Twittera) rozwija się, ale dość powoli. Ciągle jest dostępny na zaproszenia, a tych - odnoszę takie wrażenie - jest mniej, niż chętnych do sprawdzenia serwisu.
Zatem jest chęć ucieczki, ale za bardzo nie ma dokąd. Pomijając mniej lub bardziej udaną funkcjonalność alternatywnych serwisów powód jest oczywisty: społeczność. Nie ma serwisów społecznościowych bez użytkowników. Nie ma dobrych serwisów społecznościowych bez wartościowych treści.
Niektórzy porzucili X na rzecz Instagrama i chwalą sobie ten krok zwracając uwagę na brak hejtu lub mniejszą liczbę nienawistnych komentarzy i zachowań. Inni rozpierzchli się po różnorakich serwisach i trudno utrzymać ich wszystkich przy sobie nie mając kont w tych społecznościówkach. To problem.
A co z wydawcami? W ostatnim czasie X zmienił sposób wyświetlania nagłówków prezentujących i odsyłających do artykułów w zewnętrznych serwisach. Nie widać tytułu, nie ma zajawki. Pozostało zdjęcie i adres URL serwisu widoczny w lewym dolnym rogu, do którego link odsyła. Może i jest estetyczniej (tak reklamował to Musk), ale taki headline po liftingu bardziej przypomina post ze zdjęciem, niż z linkiem. Jednych to cieszy, innych martwi, bo może mieć wpływ na zasięgi. Negatywny wpływ.
Kolejna bolączka to właśnie spadające zasięgi. Od miesięcy zwracają na to uwagę koncerny mediowe. Digiday tak pisał w sierpniu:
Według analizy przeprowadzonej przez Similarweb, firmę zajmującą się analizą danych, która monitoruje ruch w sieci, globalny ruch organiczny z X spadł dla ponad 10 dużych wydawców od lipca 2022 r. do lipca 2023 r.: BBC spadło o 20%, BuzzFeed o 70%, CNN o 41%, Fox News o 39%, The Guardian o 29%, The New York Times o 35%, Reuters o 67% (...).
Zasięgi organiczne postów tnie na potęgę też Facebook i to od lat. Ostatnie miesiące to kolejne doniesienia wydawców w tym zakresie. Światełkiem w tunelu na rynku mikroblogów może być instagramowy Thread. Ciekawą obserwację znajdujemy w innym z artykułów Digiday opublikowanym pod koniec września:
W pierwszym tygodniu po uruchomieniu Threads i dołączeniu do platformy przez HGTV [to medium] miało 270 000 obserwujących, co stanowi około 5% odbiorców na Instagramie. Jej zespół osiągnął 36-krotność współczynnika zaangażowania na obserwatora w Threads w porównaniu do X w tym samym okresie, nawet przy mniejszej liczbie postów udostępnianych w Threads. I pomimo gwałtownego spadku aktywności użytkowników w Threads od czasu jego lipcowej premiery.
Rozbudza wyobraźnię, prawda? Ale pamiętajmy: Threads to serwis należący do Meta. W nieodległej przeszłości kiedy Facebook uruchomił grupy, wielu zauważyło, że posty publikowane w nich nie tracą na zasięgach. A na pewno nie tak, jak fanpage’e. Do czasu. Myślicie, że z Threads będzie inaczej? Nie sądzę. Choć twardych danych nie mam. Czas pokaże, ale doświadczenia z przeszłości skłaniają do bycia sceptycznym w zakresie hojności wielkich platform społecznościowych w tym zakresie.
Do takich działań jak ulał pasują słowa dziennikarza Iana Betteridge’a przytoczone przez Adama Tinwortha, byłego brytyjskiego dziennikarza, a obecnie eksperta w dziedzinie strategii i zaangażowania publicznością. Oto fragment wypowiedzi jego kolegi, którą zacytował na swoim blogu onemanandhisblog.com:
Któregoś dnia napiszę o całkowitej niezdolności wydawców do zrozumienia, że big techy dbają o siebie i wrzucą ich pod autobus, gdy tylko będzie to wygodne.
Funkcjonowanie wydawców na platformach społecznościowych to niekończący się poligon doświadczeń, w którym co rusz słychać gdzieś wybuchy będące zwiastunem kolejnych problemów. Jak sobie z tym poradzić? Najlepiej ewakuować się stamtąd, ale w praktyce nie jest to tak łatwe, jak w teorii.