Drone journalism

Lubimy wiedzieć. Z konkretnego powodu, z ciekawości, aby poczuć się mądrzejszymi, żeby zaimponować innym. Zdobywanie wiedzy to zdobywanie informacji, a – jak mawia hiszpański pisarz, a w przeszłości korespondent wojenny Arturo Perez-Reverte – informacja jest matką każdego zwycięstwa. No, więc walczymy o to zwycięstwo: jako dziennikarze, między sobą o najnowsze informacje, jako zwykli obywatele, aby zaspokoić ciekawość i z różnych innych pobudek. Walczymy, prześcigamy się i wspomagamy się dobrodziejstwami świata nowych technologii, aby zyskać przewagę.

Ale nie o wyścig zbrojeń chodzi tym razem. On jest rzeczą wtórną przynajmniej na potrzeby tego artykułu. Mowa o informacjach, a właściwie sposobie ich prezentowania.

Cholera na mapie

Była druga połowa XIX wieku. W Londynie wybuchła epidemia cholery. Bród, ubóstwo i zła higiena osobista, a często po prostu jej brak, spowodowały, że choroba szybko się rozprzestrzeniała. Początkowo za przyczynę pojawienia się jej, uznano zanieczyszczone powietrze. Wielu ówczesnych specjalistów zrzucało występowanie epidemii na karb miazmatycznej teorii znanej od średniowiecza, na którą przez wieki powoływali się lekarze. Zgodnie z jej założeniami, przyczynę chorób epidemicznych upatrywano w zanieczyszczonym powietrzu, brudzie czy nieprzyjemnych zapachach.

Teoria ta po raz kolejny została zastosowana przy okazji londyńskiej epidemii cholery, ale takie postawienie sprawy nie dawało spokoju Johnowi Snowowi – brytyjskiemu lekarzowi i wielkiemu orędownikowi stosowania zasad higieny w medycynie. Nazywany „ojcem zdrowia publicznego” Snow opracował nową teorię mechanizmu przenoszenia cholery. Stwierdził, że bakterie muszą dostać się do organizmu przez usta, a następnie rozwijać się w jelitach chorego. Jego diagnoza była celna, doprowadzając go do stwierdzenia, że cholera rozwija się przez zanieczyszczoną wodę pitną. Odkrył, że zachorowania najczęściej występują w okolicach, w których znajduje się pięć pomp wodnych, ale największe skupisko osób, u których stwierdzono cholerę, występuje w pobliżu pompy przy Broad Street.

Po dalszym dochodzeniu odkrył, że wśród ofiar śmiertelnych znalezionych nieco dalej od pompy na Broad Street w stosunku do najbliższego kręgu zmarłych osób połowa ofiar wolała wodę właśnie z tej pompy od rody pochodzącej z pompy zlokalizowanej bliżej ich miejsca zamieszkania.

 John Snow, Inc. and JSI Research & Training Institute

Po zablokowaniu dostępu do pompy przy Broad Street, epidemia zaczęła się stopniowo zmniejszać, aż zniknęła całkowicie. Dr John Snow doszedł do tego, w którym miejscu występuje najwięcej zachorowań dzięki słynnej dzisiaj mapie, na którą nanosił kolejne przypadki choroby. To właśnie ona doprowadziła go do pompy, z której mieszkańcy Londynu czerpali zanieczyszczoną wodę z Tamizy.

źródło: Wikimedia / domena publiczna

Dlaczego opowiadam tę historię? Ponieważ sposób przedstawienia przez Johna Snowa danych na mapie dzisiaj nazwalibyśmy infografiką. A jak powszechnie wiadomo, graficzne prezentowanie informacji pozwala czasami rzucić inne światło na problem, z którym się borykamy.

Zwykło się mówić: „muszę spojrzeć na to z innej perspektywy”. Naniesienie na mapę przypadków zachorowania na cholerę, było właśnie stworzeniem tej szerszej perspektywy. „Co to ma wspólnego z dronami?” – zapytacie. Otóż obraz przez nie zarejestrowany także pozwala przyjrzeć się problemom lub analizowanym zagadnieniom w zupełnie inny, szerszy sposób. Takie nowe spojrzenie na różne sytuacje pozwalają rzucić właśnie drony.

Pożyteczny jak dron

Drony mają dziesiątki, jeśli nie setki zastosowań. Są wykorzystywane przez wojsko do zdalnego likwidowania celów na terytorium wroga, aby zmniejszyć bądź całkowicie wyeliminować prawdopodobieństwo poniesienia uszczerbku na zdrowiu lub śmierci przez żołnierzy. Wykorzystuje się je także w produkcji filmowej, reklamowej, korzysta z nich straż miejska, pobierając przy ich użyciu próbki dymu, aby przeanalizować, czym palimy w piecach. Tego typu urządzenia są też przydatne leśnikom m.in. do liczenia dzikiej zwierzyny w parkach narodowych i nadleśnictwach.

W Nowej Zelandii farmerzy wykorzystują drony do wypasania bydła. Urządzenia są wyposażone w głośniki, z których emitowane są dźwięki przypominające szczekanie psów pasterskich. Podobno krowy znoszą to lepiej od biegania za nimi prawdziwych psów.

Dostarczanie przesyłek, dokonywanie specjalistycznych inspekcji, pomiarów, mycie okien na najwyższych piętrach wieżowców, czyszczenie i konserwacja turbin wiatrowych, monitorowanie obszarów objętych ogniem, „latające karetki pogotowia”. To kolejne przykłady zastosowania tego typu urządzeń.

Jak widać, spektrum użycia dronów jest bardzo duże. Nic więc dziwnego, że także w dziennikarstwie znaleziono dla nich zastosowanie.

Drony w dziennikarstwie

Najprostszym i najbardziej oczywistym sposobem wykorzystania dronów w dziennikarstwie to robienie zdjęć i nagrywanie wideo. W jakich sytuacjach sięga się po takie rozwiązanie? Praktycznie we wszystkich. Może to być pokazanie przebiegu prac związanych z budową różnego rodzaju obiektów, prezentowanie skali zniszczeń po przejściu żywiołów, tworzenie reportaży (zobacz cykl „Polska z drona”) czy urozmaicanie zwykłych newsowych materiałów o nowe ujęcia.

Jeszcze kilka lat temu na robienie zdjęć i materiałów wideo z lotu ptaka mogły pozwolić sobie tylko największe redakcje w Polsce i na świecie, które było stać na wynajęcie bądź kupno helikoptera. Drony tak szybko opanowały rynek, a ich ceny stały się na tyle przystępne, że dzisiaj zdalnie sterowane urządzenie latające może mieć praktycznie każdy już za kilkaset złotych. To stwarza nowe perspektywy nawet dla najmniejszych redakcji mediów lokalnych.

Jednym z bardziej przejmujących materiałów dziennikarskich nakręconych wyłącznie przy użyciu drona, jakie ostatnio widziałem, jest produkcja BBC News „Auschwitz: Drone video of Nazi concentration camp”. Niespełna trzyminutowy film potrafi złapać za serce, oddając jednocześnie w niezwykły sposób tragizm tego miejsca, skłaniający do refleksji. Materiał został opublikowany na YouTubie w październiku 2015 roku i od tego czasu obejrzano go ponad 21 mln razy.

Ciekawostka

Zespół BBC po raz pierwszy użył drona do produkcji materiału dziennikarskiego w październiku 2013 roku. [Więcej na ten temat]

Tego typu produkcję jest w stanie stworzyć jedna osoba zarówno pod kątem przygotowania koncepcji, realizacji zdjęć oraz postprodukcji. Koszty są stosunkowo niewielkie, zależne od miejsca na świecie, które wybierzemy i odległości dzielącej go od redakcji (podróż, pobyt itd.). Ciężar gatunkowy jest bardzo duży. Dodatkowo popularność produkcji imponuje, a nie jest tajemnicą, że w dziennikarstwie chodzi o tworzenie takich materiałów, które będą poruszać, uczyć, informować, a dodatkowo cieszyć się jak największą popularnością.

Jedną z ciekawszych realizacji zaprezentował w listopadzie 2015 roku BuzzFeed, tworząc wideoreportaż opowiadający historię jednej z rodzin, której dom został doszczętnie zniszczony na skutek ogromnego pożaru, jaki trafił Kalifornię na północ od San Francisco.

Z tyłu nie pozostał też jeden z liderów branży drukowanej na świecie, a więc The New York Times. Josh Haner, laureat Nagrody Pulitzera i szef działu tech foto zrealizował w październiku 2015 roku materiał pokazujący topniejącą Grenlandię. Wtedy po raz pierwszy NY Times wykorzystał do celów dziennikarskich drona należącego do redakcji. Reportaż tekstowy został wzbogacony zdjęciami, a także materiałami wideo z lotu ptaka i animacjami, które robią piorunujące wrażenie. Pokazują one zjawiska, które – oczywiście – można by opisać słowami, ale dopiero obraz pozwala wszystkim odbiorcom w takim samym stopniu dostrzec przekaz. Wizualizowanie słów to już indywidualna rzecz każdego z czytelników, która może się różnić w zależności od zaawansowania wyobraźni. Obraz ma tę przewagę, że nie pozostawia żadnej innej furtki – pokazuje rzeczywistość taką, jaka jest. Dosłownie.

Wirtualna rzeczywistość, 3D mapping i wideo 360

Obok najprostszych form wykorzystania dronów w dziennikarstwie, istnieją też bardziej zaawansowane projekty, przy realizacji których wykorzystuje się te urządzenia. Są to na przykład zdjęcia do rekonstrukcji 3D budynków, przestrzeni miejskich krajobrazów itd. W kolejnej fazie mogą posłużyć do stworzenia pasjonującego dokumentu historycznego albo do wdrożenia w środowisku wirtualnej rzeczywistości.

Proces tworzenia obiektów 3D z wykorzystaniem drona nazywa się fotogrametrią. To specyficzny sposób robienia zdjęć, które dzięki odpowiedniemu programowi zostają przetwarzane na trójwymiarowy obraz. I tutaj wkraczamy w obszar storytellingu w nowoczesnej formie, a więc w połączeniu obrazu z dźwiękiem i muzyką nadającą odpowiedni nastrój przedstawianej historii.

Warto też mieć na uwadze, że niektóre drony umożliwiają zamontowanie kamery 360 stopni, która pozwala nagrywać jednocześnie obraz ze wszystkich stron świata. To otwiera pole do popisu dla dziennikarzy, którzy chcieliby dotrzeć do miejsc trudno dostępnych z wielu powodów. Także tych związanych z bezpieczeństwem.

Z punktu widzenia postprodukcji, tworzenie tego typu obrazów jest czymś dalece bardziej zaawansowanym, niż montaż „zwykłego” wideo.

Edytowanie wideo 360 stopni jest zupełnie innym przedsięwzięciem niż zwykła ramka podglądu. Cięcie z jednej sceny do drugiej komplikuje się, gdy widz, który patrzy w górę lub w dół, widzi coś zupełnie innego niż widz, który patrzy przed siebie lub w prawo. Łączenie wideo z dwóch różnych kamer jest również znacznie bardziej skomplikowane, gdy cięcie musi działać odpowiednio pod każdym kątem.

Amanda Hickman (Buzz Feed), „Say Hello To Immersive Video News”

African Drone, czyli jak pomagać małym

Afryka nie należy do najbogatszych kontynentów na świecie ani do takich, które przed wszystkimi stwarzają nieprzebrane możliwości rozwoju. To nadal najbiedniejszy kontynent na świecie, co rzutuje na wszystkie sfery życia, w tym także na dziennikarstwo. Kiedy są pomysły na ważne, ciekawe i angażujące materiały, ale brakuje pieniędzy oraz sprzętu, aby je zrealizować, pojawia się nisza, na której warto tworzyć inicjatywy wspierające tych, którzy tej pomocy potrzebują.

I tutaj dochodzimy do African Drone. To organizacja non profit oferująca m.in. granty na realizację projektów dziennikarskich umożliwiających opowiedzenie niesamowitych historii. Pomaga ona także afrykańskim redakcjom w nawiązaniu kontaktu z operatorami dronów, wspiera postprodukcję materiałów poprzez ułatwianie dostępu do najlepszych urządzeń, oprogramowania, a także specjalistów z branży nowych mediów. Członkowie tej organizacji pomagają także w znalezieniu odbiorców dla gotowych materiałów i trzeba przyznać, że w tej materii są bardzo skuteczni, bo wielokrotnie współpracowali m.in. z The New York Timesem, Newsweekiem, Guardianem, Der Spieglem i Reutersem.

Drony mogą przyspieszać narrację z linii frontu Afryki. Robią to, idąc tam, gdzie ludzie nie mogą, dając dziennikarzom tańszy i bezpieczniejszy dostęp do stref konfliktu i innych niebezpiecznych obszarów, od centrów klęsk żywiołowych, aż po toksyczne ziemie niczyje.

www.africandrone.org/drone-journalism

Przykładowe realizacje materiałów z Afryki można obejrzeć pod tym linkiem →

Drone journalism na uniwersytetach

W Polsce nadal podchodzi się do tematu użycia dronów w dziennikarstwie jak do ciekawostki. To nadal nowość, choć stosowana coraz częściej przynajmniej w ciągu ostatnich kilkunastu bądź kilkudziesięciu miesięcy. Na świecie, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych sytuacja wygląda zupełnie inaczej. „Drone journalism” jest traktowane jako nowa gałąź cyfrowego dziennikarstwa.

Coraz więcej uczelni zauważa popyt związany z nowym trendem i nie przechodzi bez echa wobec potrzeb rynku. Zajęcia poświęcone dronom zapoczątkowano w 2013 roku m.in. na Uniwersytecie w Missouri, a dwa lata wcześniej na Uniwersytecie w Nebrasce. Powstały na nich pierwsze w USA programy: Drone Journalism Lab oraz Missouri Drone Journalism Program.

Na obu uniwersytetach studenci dziennikarstwa uczą się podstaw latania bezzałogowymi autonomicznymi pojazdami (UAV), używania aparatów fotograficznych i kamer wideo do zbierania informacji z lotu ptaka, etyki obsługi latających kamer, przepisów i bezpieczeństwa Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) oraz interpretacji materiału nakręconego z lotu ptaka. Celem jest umiejętność przekształcania informacji zebranych z powietrza w praktyczne historie.

Neal Ungerleider (Fast Company), „Drones Go To Journalism School”

Zapał badaczy z Missouri został jednak szybko ostudzony przez osoby stanowiące prawo i stojące na straży jego przestrzegania. W 2013 roku amerykańskie media rozpisywały się na temat czegoś w rodzaju prawnego sporu na linii uniwersytet – Federalna Administracja Lotnictwa, która wysłała władzom uczelni pismo, domagając się zaprzestania realizacji programu przynajmniej do czasu przyznania przez FAA odpowiedniej certyfikacji na podstawie zaktualizowanych przepisów zawierających nowe ograniczenia, co miało nastąpić w 2015 roku.

Uczelnia nie pozostała dłużna, odpowiadając w następujący sposób:

W ciągu ośmiu miesięcy trwania programu, lataliśmy zgodnie z wytycznymi FAA dotyczącymi samolotów zdalnie sterowanych. Wytyczne te są na ogół następujące: pilot nie może latać powyżej 400 stóp, nad zaludnionymi obszarami lub w pobliżu lotnisk. Pilot nie może latać poza zasięgiem wzroku…

www.kbia.org, „Missouri Drone Journalism Program to reconfigure goals after FAA letter”

Ostatecznie sprawa zakończyła się pozytywnie dla uczelni i program jest kontynuowany, o czym możemy się przekonać, wchodząc na stronę Missouri School of Journalism. W lipcu nowym dyrektorem odpowiedzialnym za tematykę poświęconą dronom został prof. Stacey Woelfel, który na początku swojej pracy podzielił się następującą myślą: „Byłem podekscytowany, widząc, jak drony zmieniają dziennikarstwo i tworzenie filmów dokumentalnych, więc nie mogłem przepuścić szansy, aby poprowadzić naszych studentów przez ten ważny obszar i pomóc zwiększyć wpływ Reynolds Journalism Institute (komórka podległa uniwersytetowi – przyp. red.) na niebie”.

Pułapki przepisów

Drony stwarzają ogromne możliwości dla dziennikarstwa, tworząc płaszczyznę dla rozwoju jakościowych i wartościowych treści ważnych z punktu widzenia społecznego. Zanim jednak na fali entuzjazmu złapiesz drona, aby wzbić go w powietrze, pamiętaj, że to nie jest aparat fotograficzny, z którego możesz skorzystać w każdej chwili i w dowolnych warunkach. Używanie dronów jest ściśle obostrzone regulacjami prawnymi. Obowiązkowo trzeba je poznać, zanim zdecydujesz się na stworzenie pierwszego materiału z użyciem tego urządzenia.