Dlaczego ekrany odbierają nam radość?

Nieskończenie dużo publikowanych informacji wpycha nas w błędne koło, które kręci się coraz szybciej. Jak się z niego wyrwać, póki nie jest za późno?

Lubię oglądać wystąpienia TED, a więc idee przedstawiane przez ludzi mających coś mądrego do powiedzenia, w tym przypadku skupionych wokół bardzo popularnej serii konferencji o tej nazwie. Aby jak najprościej oddać sens tego, czym jest TED, posłużę się cytatem z Wikipedii. Sentencja, którą można tam znaleźć, jest nad wyraz klarowna i zawiera sedno sprawy.

TED (Technology, Entertainment and Design — Technologia, Rozrywka i Design) — marka konferencji naukowych organizowanych corocznie przez amerykańską fundację non-profit Sapling Foundation. Celem konferencji jest popularyzacja — jak głosi motto — „idei wartych propagowania”.

Od czasu do czasu spotkania pod szyldem TED’a odbywają się również w Polsce i gorąco polecam nie tylko osobiste wizyty (o ile jest to możliwe) na rodzimych konferencjach, ale także nagrania… tysiące nagrań dostępnych w internecie także w języku polskim.

Ostatnio obejrzałem wystąpienie Adama Altera, amerykańskiego profesora psychologii na New York University Stern School of Business oraz autora bestsellerów New York Times’a, który zadał pytanie zawierające się w tytule tego tekstu, a więc “Dlaczego ekrany odbierają nam radość?”.

Ciekawe pytanie i szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, jaka padnie na nie odpowiedź, choć kiedy ją usłyszałem, zdałem sobie sprawę, że też należę do grona osób czasami nieszczęśliwych z powodu ekranów. Przeczytaj ten tekst i obejrzyj wideo zamieszczone poniżej, a przekonasz się, czy razem nie należymy do tej grupy.

Jobs wie lepiej

Alter w swoim wystąpieniu przytacza fragment wywiadu Steve’a Jobsa, założyciela firmy Apple, który kilka miesięcy po premierze iPada (2010 rok) znalazł czas, by porozmawiać o nim z dziennikarzem New York Times’a.

(…) Na koniec dziennikarz zadał, wydawałoby się, proste pytanie: “Twoje dzieci pewnie kochają iPada?”. Odpowiedź niby oczywista, ale to, co powiedział Jobs, wprawiło dziennikarza w osłupienie. Odpowiedział: “Nie używają go. Ograniczamy dzieciom dostęp do technologii w domu”. W świecie technologii to bardzo powszechne. W Dolinie Krzemowej jest szkoła, Waldorf School of the Peninsula, która wprowadza wyświetlacze dopiero w ósmej klasie. Co ciekawe, rodzice 75% uczniów to pracownicy wysokiego szczebla z Doliny Krzemowej.

Daje do myślenia, prawda? Coraz częściej słyszymy o FOMO (ang. Fear of missing out), czyli lęku przed tym, że ominie nas jakaś wiadomość, że nie usłyszymy powiadomienia w telefonie i nie dowiemy się o czymś ważnym dla nas, co dzieje się właśnie w internecie. Na początku 2016 roku w polskim wydaniu magazynu Forbes można było przeczytać artykuł dotyczący tego problemu, w którym autor pisze, że FOMO jest “chorobą cywilizacyjną naszych czasów”.

Adam Alter podkreśla, że w swojej pracy przez pięć lat badał wpływ wyświetlaczy na ludzkie życie. Okazuje się, że po analizie doby przeciętnego człowieka i wyszczególnieniu tego, ile czasu zajmują mu poszczególne czynności (praca, opieka nad dziećmi, sen itd.) w ciągu dnia pozostaje niewielka ilość wolnego czasu, który każdy z nas wykorzystuje w dowolny sposób. Na przykład rozwijając swoje pasje lub spędzając czas z rodziną. Zdaniem naukowca, od momentu wynalezienia iPhone’a w 2007 roku coraz więcej czasu spędzamy wpatrując się w ekrany smartfonów. To nie jedyny wniosek, jaki przedstawia w swojej prelekcji.

Nieskończoność treści

Każdego dnia w serwisach społecznościowych publikujemy dziesiątki tysięcy zdjęć, statusów, filmów. Produkujemy znacznie więcej treści, niż jesteśmy w stanie jej skonsumować. W 2014 roku magazyn Focus wyliczył, że obejrzenie wszystkich filmów wgranych na YouTube’a w ciągu jednego dnia, zajęłoby jednemu internaucie 3500 dni (9 lat). To powoduje, że przeglądanie przez nas internetu nigdy się nie skończy. Współczesne konsumowanie treści różni się zatem diametralnie o tego, jak ten proces wyglądał jeszcze kilkadziesiąt lat temu w czasach młodości naszych rodziców.

Czytając gazetę, kiedyś dotrzemy do końca. Złożymy ją i odłożymy na bok. Tak samo będzie z magazynami i książkami. Skończywszy rozdział, zastanowisz się, czy czytać dalej. Program telewizyjny się skończył i trzeba było czekać tydzień na kolejną emisję. Takie sygnały były wszędzie. Dziś konsumujemy media, które ich nie wysyłają. Aktualności nie mają końca. Twitter, Facebook i Instagram, skrzynka pocztowa, SMS-y i serwisy informacyjne są bez dna. Kiedy szukasz informacji w różnych źródłach, możesz to robić nieskończenie długo.

Zdaniem Altera taka sytuacja sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi nie mogąc dobrnąć do końca. Nie przejrzymy przecież całego Facebooka. Nie przeczytamy też wszystkich tweetów opublikowanych danego dnia. Podobnych przykładów można by wymieniać naprawdę mnóstwo.

Jak sobie z tym radzić?

Amerykański uczony nie zostawia nas bez odpowiedzi. Przedstawia receptę na to, co robić, żeby znaleźć wyjście z tego błędnego koła, które kręci się coraz szybciej. Jego zdaniem należy uświadomić sobie, że trzeba znaleźć w ciągu dnia chwilę, by położyć telefon daleko od siebie i choć przez krótki, ale określony czas zacząć spróbować żyć innym życiem. Banalne? Nie dla osoby, dla której smartfon jest przedłużeniem ręki i mózgu (o tym szerzej przy innej okazji).

Przypomina to odstawienie narkotyku. Życie staje się pełne kolorów, bogatsze, bardziej interesujące. Rozmowy są ciekawsze. Kontakt z ludźmi dookoła jest prawdziwszy. (…) Zapytałem wiele osób, które tego spróbowały. Ludzie czują się tak dobrze, że wprowadzają tę strategię w pierwszej godzinie poranka. W weekend włączają tryb samolotowy, żeby telefon robił tylko zdjęcia. To naprawdę świetny pomysł. Ludzie czują się lepiej po wprowadzeniu go w życie.

Do końca dnia pozostało jeszcze trochę czasu. To co, odkładamy telefony?